Miałem kiedyś okazję porozmawiać z pewnym Anglikiem, który twierdził, że nie wierzy w Boga, ponieważ Go nie widział. Powiem szczerze, że te słowa skłoniły mnie do refleksji. W jej trakcie przypomniała mi się od razu reakcja św. Tomasza na wieść o zmartwychwstaniu Jezusa: „Jeśli nie zobaczę (...), nie uwierzę” (J 20,25). Wydaje się być bardzo rozsądnym odrzucanie twierdzeń bez pokrycia i przyjmowanie czegoś tylko na podstawie dowodów, a nie „na słowo”.
Z drugiej strony, to w szkole uczą wielu rzeczy, dodatkowych informacji dostarcza internet, telewizja, gazety, ale żadne z tych źródeł nie przedstawia wyczerpującej informacji na dany temat. A w dodatku takich wiadomości z dnia na dzień mamy coraz więcej. W większości wypadków zakładamy, że są one prawdziwe, bo skoro mówią o czymś w telewizji, w szkole, piszą w prasie lub internecie, to muszą za tym stać jakieś dowody. Przyjmujemy informacje za prawdziwe, chociaż nie mamy dowodów na ich poparcie. Krótko mówiąc – wierzymy „na słowo”. Dlaczego zatem wierzy się w to, co mówi prasa, telewizja, szkoła czy internet a to, co mówią księża spycha się na bok jako niegodne zaufania?
Wiara to przyjęcie za prawdziwą niepotwierdzoną informację. A co jest w wierze w Boga niepotwierdzonego? Ten sam racjonalny Tomasz wyznaje o Jezusie „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28). Apostołowie widzieli Boga i swoje świadectwo o tym spisali w Ewangeliach, listach i w Apokalipsie. Nam teraz trzeba tylko przyjąć, że to, co oni przekazali jest prawdą. Nie trzeba czegoś sprawdzać, by w to wierzyć. Nie trzeba zobaczyć Boga, by traktować na poważnie Jego istnienie: „Uwierzyłeś, dlatego że mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29).
Kl. Jakub
"(…) przecież wszystkie słowa sprawiają, że się widzi tylko połowę."